Etui UAG Monarch Pro Kevlar za ponad 200 zł po roku. Czy było warto?

Etui Urban Armor Gear Monarch Pro Kevlar to jedna z droższych opcji w tej lidze - i właśnie dlatego po ponad roku codziennego katowania na iPhonie 15 Pro Max nasuwa się jedno, bardzo przyziemne pytanie: czy te ponad 200 zł faktycznie ma sens? W tym wpisie opisuję, jak ten case zachowywał się w normalnym życiu, a nie w sterylnych warunkach: przy nagrywaniu treningów, pracy w terenie, na statywie i przy upadkach, które - jak to zwykle bywa - zdarzały się w najmniej wygodnym momencie. Na koniec zestawię mój zużyty egzemplarz z nowym i spróbuję odpowiedzieć bez ściemy, czy dopłata do wersji Kevlar to realna korzyść, czy tylko ładna etykietka.
- Co testujemy i w jakich warunkach
- Dlaczego wybór padł na UAG Monarch Pro Kevlar
- Konstrukcja i funkcje, które mają znaczenie
- Upadki w praktyce - jak to znosi telefon i etui
- Stan po roku - co się zużyło, a co trzyma jak nowe
- Codzienna ergonomia
- Higiena i czyszczenie
- Otwarta wyspa aparatów - czy to naprawdę problem?
- Ocena po roku - czy etui za 200 - 350 zł ma sens
- Podsumowanie
Co testujemy i w jakich warunkach
To nie jest opis wrażeń po rozpakowaniu i dwóch dniach zachwytu. Ten tekst powstał po ponad roku intensywnego używania jednego, konkretnego egzemplarza. Etui UAG Monarch Pro Kevlar siedziało na moim prywatnym iPhonie 15 Pro Max praktycznie non stop i było traktowane jak narzędzie: czasem biurko i dojazdy, czasem teren, statyw i sytuacje, w których telefon po prostu ma prawo dostać po plecach. Dzięki temu da się uczciwie sprawdzić, co ten case daje po czasie - nie w marketingu, tylko w realu.
iPhone 15 Pro Max + rok intensywnego używania
Etui było używane na moim prywatnym iPhonie 15 Pro Max i od początku miałem jasne założenie: to ma być jeden, uniwersalny case, który zostaje na telefonie na co dzień. Nie interesowało mnie etui tylko do spokojnego życia przy biurku i scrollowania sociali, ale też do momentów, w których iPhone jest częścią zestawu do nagrywania. Przez ten rok telefon regularnie wychodził ze mną na zewnątrz, często lądował na statywie i pracował tam, gdzie o przypadek jest dużo łatwiej niż w domowym zaciszu. Jeśli coś miało się rozlecieć, poluzować albo zacząć irytować - to właśnie w takim trybie.
Treningi, statyw i realne ryzyko upadków
Dopowiem kontekst, bo tu on naprawdę ma znaczenie: zajmuję się football freestyle’em i często nagrywam treningi, żeby kontrolować progres. A to oznacza jedno - telefon stoi na statywie, a obok lata piłka. I tak, bywało, że piłka poleciała akurat w stronę statywu, trafiła w niego i telefon leciał na ziemię. W efekcie to był test nie tylko klasycznych sytuacji typu wypadnięcie z kieszeni, ale też powtarzalnych zdarzeń z treningów. Dzięki temu łatwiej ocenić, jak etui radzi sobie z upadkami z okolic metra i czy po serii takich akcji dalej trzyma fason, czy zaczyna być po prostu zużytym plastikiem.
Dlaczego wybór padł na UAG Monarch Pro Kevlar
Kiedy wybierałem etui do mojego iPhone’a 15 Pro Max, nie szukałem czegoś, co świetnie wygląda tylko na renderach i zdjęciach w sklepie. Chodziło mi o model, który realnie ochroni telefon przy częstszych upadkach, a jednocześnie nie będzie męczący w zwykłym użytkowaniu. W skrócie: jedno etui, które ogarnie i treningi ze statywem, i normalny dzień przy biurku. Dlatego wylądowałem w segmencie droższych, pancernych konstrukcji - a UAG Monarch Pro Kevlar od początku wyglądał jak kandydat, który próbuje łączyć ochronę z wygodą, zamiast iść w skrajność.
Uniwersalność: teren + biurko
Założenie było proste: etui ma być uniwersalne, czyli takie, którego nie będę zdejmował w zależności od tego, co akurat robię. Miało chronić telefon wtedy, gdy wiadomo, że o upadek jest najłatwiej - w terenie, na treningu, przy szybkim montażu na statywie. Ale równie ważne było to, żeby w codziennym życiu nie przeszkadzało: przy pracy, w komunikacji, w domu i przy zwykłym korzystaniu z aplikacji. Szukałem więc konstrukcji, która daje solidną ochronę, a jednocześnie nie robi z telefonu cegły i nie odbiera frajdy z korzystania. Bo co z tego, że jest pancerna, jeśli po tygodniu masz ochotę wyrzucić ją do szuflady?
Oczekiwania wobec ochrony i wygody
W praktyce miałem kilka konkretnych oczekiwań: po pierwsze wysoka odporność na upadki, bo z góry zakładałem, że takie sytuacje będą się zdarzać. Po drugie, etui miało być na tyle wygodne, żeby nie szukać drugiego, lżejszego modelu na co dzień. Liczyły się też detale: podwyższone ramki chroniące ekran i okolice aparatów, pewny chwyt w dłoni oraz kompatybilność z akcesoriami magnetycznymi, bo z takiego systemu korzystam regularnie. Dopiero kiedy to wszystko działa razem, drogie etui zaczyna mieć sens - bo sama ochrona to jedno, a komfort i funkcjonalność w zwykłym życiu to drugie.
Konstrukcja i funkcje, które mają znaczenie
UAG Monarch Pro Kevlar przekonał mnie nie jedną magiczną cechą, tylko zestawem rozwiązań, które w teorii mają robić różnicę w dłuższym czasie. To etui z wyższej półki, więc oczekiwania też są wyższe: ma być odporne, ale jednocześnie wygodne i sensowne w użyciu. Najważniejsze elementy, które realnie wpływają na codzienne korzystanie, to:
- pięciowarstwowa konstrukcja z zastosowaniem kevlaru,
- podwyższone ramki przy wyświetlaczu oraz przy wyspie aparatów,
- dość smukły profil i niska waga jak na pancerny case,
- obręcz magnetyczna do akcesoriów MagSafe, z której korzystałem bardzo często,
- heksagonalne wypustki na bokach poprawiające chwyt,
- charakterystyczny design, który mi się podoba, ale ma też swoje uzasadnienie w budowie etui.
Pięciowarstwowa budowa i kevlar
Jednym z głównych powodów, dla których wybrałem właśnie ten model, była pięciowarstwowa konstrukcja i obecność kevlaru. Na papierze ma to lepiej rozpraszać energię uderzenia i wytrzymać więcej niż proste, jednowarstwowe etui. W codziennym życiu oznacza to też, że to case robiony pod intensywne użytkowanie, a nie pod to, żeby wyglądał idealnie przez pierwsze dwa tygodnie. Po roku widać ślady eksploatacji - i to jest normalne - ale ważniejsze jest to, że całość nie straciła sztywności, nic się nie rozchodzi na boki i wciąż sprawia wrażenie zwartej, solidnej konstrukcji. Nie ma tu wrażenia, że telefon siedzi w czymś miękkim i przypadkowym.
Podwyższone ranty przy ekranie i aparatach
Druga rzecz, którą szybko doceniłem, to podwyższone ramki zarówno przy wyświetlaczu, jak i przy wyspie obiektywów. To detal, który na pierwszy rzut oka wygląda jak kosmetyka, ale w stresowych momentach potrafi zrobić robotę. Przy upadku telefon rzadko ląduje idealnie na płasko - częściej dostaje po krawędzi, robi odbicie, czasem nawet przetoczy się po ziemi. W takich sytuacjach to właśnie ramka bierze na siebie pierwszy kontakt z podłożem. U mnie dawało to spokój, bo nawet jeśli telefon zaliczył niezbyt elegancki lot, ekran i okolice aparatów miały większą szansę nie dostać bezpośrednio. I co ważne: po roku te krawędzie nadal trzymają kształt, nie wyglądają na zmęczone ani nie sprawiają wrażenia, że zaraz popękają.
Smukłość i waga, jak na pancerne etui
Co jest trochę zaskakujące, jak na ten typ ochrony: UAG Monarch Pro Kevlar nie wygląda i nie czuje się jak typowy pancerz z dawnych lat. Ma dość smukły profil i przede wszystkim jest lekki, więc nie zamienia iPhone’a w ciężką bryłę, którą nosi się jak odważnik. A to ważne, bo takie etui masz przy sobie cały dzień: w kieszeni, w dłoni, w samochodzie, w plecaku. W moim przypadku właśnie ta kombinacja ochrony i rozsądnej wagi sprawiła, że przez rok nie miałem potrzeby zamieniać go na nic innego. Nie czułem, że muszę wybierać: albo bezpieczeństwo, albo wygoda.
Obręcz magnetyczna MagSafe w praktyce
Dużym plusem okazała się obręcz magnetyczna MagSafe. Używałem jej naprawdę często, bo korzystam z akcesoriów magnetycznych, a przy nagrywaniu treningów liczy się szybkie przypięcie i pewne trzymanie. W tym etui magnes jest na tyle mocny, że telefon stabilnie siedzi na uchwytach i statywach - bez tego uczucia, że musisz chodzić jak na palcach. Co też istotne: po czasie nie zauważyłem, żeby magnetyzm wyraźnie osłabł. Jeśli raz uznałeś, że trzyma pewnie, to po roku wciąż masz to samo wrażenie.

Upadki w praktyce - jak to znosi telefon i etui
Skoro to etui kosztuje kilkaset złotych, to jego kluczowe zadanie jest banalne: ochrona telefonu. I to nie w teorii, tylko wtedy, gdy coś pójdzie nie tak. U mnie upadki nie były pojedynczym przypadkiem, tylko czymś, co wracało przy treningach i pracy ze statywem. Schemat zawsze podobny: telefon leci, człowiek przez sekundę ma zaciśnięty żołądek, potem szybkie sprawdzenie ekranu, obudowy i tego, czy etui dalej siedzi jak powinno. I tutaj mogę powiedzieć wprost: przez cały ten okres telefon wychodził z takich historii bez strat.
Wysokość i nawierzchnie: tartan, kostka, parkiet
Najczęściej były to upadki z wysokości około jednego metra, czyli mniej więcej tyle, ile ma statyw ustawiony pod nagrywanie albo telefon trzymany w dłoni. Spadał na różne nawierzchnie: tartan, kostkę brukową i parkiet na siłowni. Każda z nich zachowuje się inaczej - tartan trochę wybacza, ale kostka i twardy parkiet potrafią być bezlitosne. Mimo tego kończyło się na krótkim stresie i wniosku, że wszystko jest okej. Ani ekran, ani obudowa telefonu nie dostały, a samo etui nie zaczęło pękać, luzować się czy tracić dopasowania po serii takich zdarzeń.
Rola szkła hartowanego 9H - ważny kontekst testu
Warto uczciwie dopowiedzieć: przez cały ten czas miałem na ekranie szkło hartowane 9H. Konkretnie zestaw szkieł Erbord Easy App. Piszę o tym, bo przy ocenie odporności na upadki liczy się cały zestaw ochrony, a nie tylko samo etui. U mnie przy żadnym z upadków szkło nie pękło i nie złapało rys, co potwierdza, że taki duet ma sens, jeśli telefon często pracuje poza bezpiecznym biurkiem. To nie jest dowód, że bez szkła byłoby źle - po prostu ważny kontekst, żeby nie udawać, że test był w próżni.
Stan po roku - co się zużyło, a co trzyma jak nowe
Po ponad roku intensywnego używania widać już wyraźnie, które elementy starzeją się wizualnie, a które są po prostu odporne na codzienną eksploatację. I właśnie to jest najciekawsze, bo tutaj wychodzi prawda o drogim case: czy po czasie nadal spełnia swoją funkcję, czy tylko wygląda coraz bardziej zmęczony. W przypadku UAG Monarch Pro Kevlar największe zmiany dotyczą wyglądu, natomiast pod kątem dopasowania i stabilności konstrukcji etui dalej trzyma wysoki poziom.
Obręcz magnetyczna MagSafe: trwałość vs ślady wizualne
Najbardziej widoczne zużycie pojawiło się u mnie wokół obręczy magnetycznej. To nie jest tak, że magnes przestał działać - wręcz przeciwnie, jego siła nie spadła i dalej trzyma akcesoria bardzo pewnie. Problem dotyczy głównie wyglądu: częste korzystanie z gadżetów magnetycznych zostawiło na powierzchni etui wyraźny ślad, taki odcisk użytkowania, który zostaje mimo czyszczenia. Funkcjonalnie nie przeszkadza to w ogóle, ale wizualnie jest to największy minus po roku - szczególnie jeśli ktoś lubi, gdy etui długo wygląda jak świeżo wyjęte z pudełka.
Kevlar: strzępienie i zabrudzenia
Wokół obręczy magnetycznej znajduje się kevlar i to drugi element, na którym po roku widać eksploatację. Materiał w kilku miejscach lekko się postrzępił i zabrudził, a co ważne - to nie jest coś, co łatwo doprowadzić do ideału domowymi sposobami. Próbowałem różnych metod czyszczenia, ale kevlar ma to do siebie, że pewne ślady zostają na stałe. Na szczęście nie jest to wada, która wali po oczach z daleka. Trzeba się przyjrzeć, żeby to wyłapać, więc w normalnym użytkowaniu nie uznałbym tego za duży problem - tym bardziej że mówimy o jednym etui używanym codziennie przez ponad rok, bez rotacji na inne.
Farba i wykończenie: utrata głębi czerni
Po roku widać też, że wykończenie nie wygląda już tak świeżo jak na starcie. Czerń straciła trochę blasku i głębi, co jest typowe dla akcesoriów, które regularnie lądują w kieszeni, ocierają się o różne powierzchnie i mają kontakt z dłonią cały dzień. To nie jest żadna tragedia i nie ma wpływu na ochronę, ale jeśli ktoś kupuje etui także dla efektu wizualnego, to trzeba mieć z tyłu głowy, że pojawi się naturalna patyna użytkowania. Taki urok sprzętu, który faktycznie pracuje.
Brak pęknięć, luzów i odczepień
Najważniejsze jest jednak to, że mimo upadków i intensywnego trybu życia nie pojawiły się pęknięcia, nic się nie odczepiło i nic nie zaczęło pracować na boki. Etui trzyma się telefonu tak samo pewnie jak na początku, nie ma luzów ani uczucia, że konstrukcja z czasem się rozchodzi. I to jest dla mnie kluczowy argument na plus: wygląd może się zmieniać, ale jeśli po roku etui nadal spełnia swoją podstawową rolę i zachowuje dopasowanie, to znaczy, że zostało zrobione z myślą o dłuższym używaniu, a nie tylko o pierwszym wrażeniu.
Codzienna ergonomia
Nawet najlepsza ochrona niewiele daje, jeśli etui na co dzień po prostu irytuje. Dlatego po roku najbardziej doceniam to, że Urban Armor Gear Monarch Pro Kevlar nadal jest wygodne w zwykłych sytuacjach: w dłoni, w kieszeni, przy szybkim wyciąganiu telefonu i podczas dłuższego korzystania. Ten model nie sprawia wrażenia topornego, a kilka detali konstrukcyjnych realnie poprawia komfort i kontrolę nad telefonem.
Heksagonalne wypustki i pewność chwytu
Na bokach etui są heksagonalne wypustki, które mają poprawiać chwyt - i u mnie faktycznie to działa. Przez rok nie zauważyłem, żeby te elementy się starły albo wygładziły na tyle, by przestały spełniać swoją rolę. Nadal czuć je pod palcami i telefon trzyma się pewnie, także jedną ręką. To szczególnie ważne wtedy, gdy korzystasz z telefonu w ruchu, w rękawiczkach albo po prostu szybko go przekładasz. Niby detal, a po czasie okazuje się, że to właśnie takie rzeczy robią różnicę.
Kieszeń, wyjmowanie i brak zahaczania
Przy bardziej pancernych etui często pojawia się problem, że telefon zaczyna zahaczać o materiał kieszeni albo robi się niewygodny do szybkiego wyciągania. Tutaj tego nie odczułem. Mimo ochronnego charakteru case ma sensowny profil, dzięki czemu telefon łatwo wchodzi do kieszeni i równie łatwo z niej wychodzi. Nie ma też efektu, że etui łapie tkaninę albo blokuje ruch w ostatnim momencie. W codziennym używaniu to jest po prostu wygodne - i po roku dalej zostaje w kategorii rzeczy, o których nie musisz myśleć.

Higiena i czyszczenie
Przy etui używanym intensywnie szybko wychodzi temat higieny: kurz, pot, drobinki z kieszeni i brud z różnych powierzchni potrafią zebrać się szybciej, niż człowiek się spodziewa. U mnie czyszczenie stało się elementem rutyny, bo telefon często pracował w terenie i na siłowni.
- Na plus: UAG Monarch Pro Kevlar da się ogarnąć bez specjalnych zabiegów - regularne przecieranie wystarcza, żeby wyglądał normalnie.
- Na minus: są miejsca, które zbierają brud częściej niż reszta (zwłaszcza przy śrubkach) i warto je raz na jakiś czas doczyścić dokładniej.
Rutyna dzienna i miesięczna
Żeby utrzymać etui i telefon w sensownym stanie, miałem prostą rutynę. Po powrocie do domu raz dziennie przecierałem telefon razem z etui chusteczką do okularów - szybko, bez ceregieli, z każdej strony. Z kolei raz w miesiącu zdejmowałem etui i czyściłem dokładniej zakamarki, zwłaszcza okolice krawędzi oraz przestrzeń między wyspą aparatów a etui. Dzięki temu brud nie zdążył wżerać się na stałe, a telefon nie wyglądał jakby spędził dzień w warsztacie. To naprawdę robi różnicę, szczególnie jeśli często trzymasz sprzęt w kieszeni lub plecaku.
Gdzie zbiera się brud i jak go usuwać
Jest jednak drobiazg, o którym warto wspomnieć: w trzech punktach, w których są śrubki, lubi zbierać się brud. Nic dramatycznego i nie ma to wpływu na ochronę, ale wizualnie potrafi wyglądać średnio, jeśli przez dłuższy czas się tego nie rusza. Na szczęście da się to ogarnąć w minutę: mały czyścik, cienka szczoteczka albo patyczek i kilka ruchów, żeby wyciągnąć drobinki z tych miejsc. Po takim czyszczeniu etui od razu wygląda lepiej i nie sprawia wrażenia zaniedbanego.
Otwarta wyspa aparatów - czy to naprawdę problem?
Dlaczego ramka robi robotę
W dyskusjach o etui często przewija się temat, że otwarta wyspa aparatów to proszenie się o kłopoty. A prawda jest taka, że kluczowy jest jeden warunek: jeśli ramka wokół wyspy wystaje ponad obiektywy, to w wielu sytuacjach daje sensowną ochronę, bo to ona pierwsza dotyka podłoża. Żeby realnie uszkodzić aparaty, trzeba by trafić centralnie w wystający punkt albo uderzyć w nierówną, ostrą powierzchnię. Oczywiście ryzyko nigdy nie spada do zera, ale w codziennym używaniu ta ramka robi więcej, niż może się wydawać.
Kiedy dodatkowa ochrona aparatu ma sens
Etui z ruchomą przesłoną aparatu nie jest obowiązkowe, ale są sytuacje, w których może być naprawdę rozsądnym wyborem. Taka przesłona całkowicie osłania całą wyspę aparatów, a kiedy chcesz zrobić zdjęcie lub nagrać wideo, po prostu ją odsłaniasz. Jeśli często odkładasz telefon na nierówne powierzchnie, działasz w miejscach z piaskiem, pyłem albo drobnym żwirem, albo po prostu chcesz mieć maksymalny spokój o aparaty, to takie rozwiązanie realnie zmniejsza szansę na rysy i pechowe uderzenie w okolice soczewek.
Jeśli chcesz zabezpieczyć się także przed takim scenariuszem, warto rozważyć etui z zabudowaną wyspą aparatów (z wycięciami jedynie na soczewki, czujniki i lampę) albo postawić na szkiełko na aparat. Przy tej drugiej opcji dobrze tylko sprawdzić kompatybilność z etui, żeby case nie podważał szkła i nie robił problemów przy montażu.
Ocena po roku - czy etui za 200 - 350 zł ma sens
UAG Monarch Pro Kevlar to etui z wyższej półki i widać to też po cenie: realnie mówimy o widełkach rzędu 250–350 zł. Po ponad roku mogę powiedzieć jedno: jeśli ktoś kupuje je przede wszystkim dla ochrony telefonu, to ten model dowozi temat. Etui nadal siedzi pewnie, nie ma luzów i dalej spełnia swoją funkcję, więc nie czujesz presji, żeby wymieniać je na nowe tylko dlatego, że minęło dwanaście miesięcy.
Z drugiej strony, przy takiej cenie naturalnie pojawia się pytanie: czy trochę tańsze etui o podobnych założeniach nie dałoby podobnego efektu? Tego nie rozstrzygnę w 100%, bo wymagałoby to testu kilku modeli w identycznych warunkach. Mogę jednak podsumować sens zakupu w prosty sposób:
| Scenariusz | Co jest najważniejsze | Czy dopłata ma sens? |
|---|---|---|
| Telefon często wypada, pracuje na statywie, jest używany w terenie | Maksymalna ochrona i pewne trzymanie | Tak, bo etui realnie chroni i trzyma formę po czasie |
| Głównie biurko, dojazdy, sporadyczne ryzyko upadku | Wygoda i sensowna ochrona | Zależy - tańsze modele mogą wystarczyć |
| Liczy się wygląd jak nowy przez długi czas | Odporność wizualna na ślady użytkowania | Raczej nie, bo po roku widać zużycie (zwłaszcza przy obręczy MagSafe) |
Argumenty za
Po roku użytkowania największe plusy widzę tak:
- Ochrona w praktyce - telefon zaliczał upadki z okolic metra na różne nawierzchnie i wychodził z tego bez strat.
- Trwałość konstrukcji - po czasie nie pojawiły się pęknięcia, odczepienia ani luzy, a etui nadal trzyma się telefonu tak samo pewnie.
- Wygoda na co dzień - jak na etui ochronne jest lekkie i nie męczy w normalnym użytkowaniu.
- Pewny chwyt - boczne wypustki dalej robią robotę i poprawiają kontrolę nad telefonem.
- Mocny magnes - akcesoria magnetyczne trzymają stabilnie, a siła magnesu nie osłabła z czasem.
- Jedno etui do wszystkiego - etui jest pancerne, ale nie pogrubia znacząco telefonu. Nie ma potrzeby zmieniać go na inne w zależności od sytuacji.
Argumenty przeciw
Po drugiej stronie też są konkrety, zwłaszcza jeśli patrzymy na cenę i to, jak etui wygląda po czasie:
- Cena - widełki 200 - 350 zł sprawiają, że automatycznie porównujesz ten model z kilkoma tańszymi, a często bardzo sensownymi etui ochronnymi.
- Zużycie wizualne - wokół obręczy magnetycznej zostaje wyraźny ślad od akcesoriów, którego nie da się łatwo usunąć.
- Kevlar łapie ślady użytkowania - po roku może być zabrudzony i lekko postrzępiony, a doprowadzenie go do stanu idealnego jest trudne.
- Wykończenie traci świeżość - czerń z czasem staje się mniej głęboka, co dla części osób będzie minusem.
- Nie da się uczciwie stwierdzić, że tańsze nie wystarczy - żeby odpowiedzieć na to wprost, trzeba by przetestować więcej modeli w tych samych warunkach.

Podsumowanie
Po ponad roku regularnego używania mogę powiedzieć, że UAG Monarch Pro Kevlar spełnił swoją podstawową rolę: realnie chronił telefon w sytuacjach, w których o upadek nietrudno. iPhone 15 Pro Max przetrwał spotkania z tartanem, kostką i parkietem bez uszkodzeń, a samo etui nie złapało pęknięć, luzów ani problemów z dopasowaniem. Dla mnie to najważniejsze, bo w tej klasie cenowej kupujesz przede wszystkim spokój.
Minusy są głównie wizualne: ślad wokół obręczy magnetycznej, naturalne zużycie kevlaru i mniej głęboka czerń po czasie. Funkcjonalnie jednak etui dalej robi robotę, więc nie ma sensu wymieniać go tylko dlatego, że minął rok. Czy było warto? Jeśli telefon pracuje z Tobą w terenie, często ląduje na statywie i chcesz mieć jedno, pewne etui na co dzień, odpowiedź najczęściej będzie tak. Jeśli jednak używasz telefonu spokojniej, a wygląd ma zostać możliwie idealny, to równie sensowne może być rozejrzenie się za tańszą opcją o podobnych parametrach.
Polecane

Etui Urban Armor Gear do iPhone 17 Pro, Monarch Pro Kevlar MagSafe, kevlar black

Etui Urban Armor Gear do iPhone 17 Pro Max, Monarch Pro Kevlar MagSafe, Kevlar Black

Etui Urban Armor Gear do iPhone 17, Monarch Pro Kevlar MagSafe, kevlar black

Etui Urban Armor Gear do iPhone 17 Pro Max, Monarch Pro Kevlar MagSafe, Kevlar Mallard

Etui Urban Armor Gear do iPhone 17 Pro, Monarch Pro Kevlar MagSafe, kevlar mallard


